środa, 25 maja 2016
Santa Fe (hiszp. Święta Wiara)

 Po przymusowym  noclegu ruszamy w dalszą podróż.

 Dojeżdżamy do stolicy Stanu Nowy Meksyk.  Santa Fe to miasto leżące  na wysokości 2100 m n.p.m. na rozległym płaskowyżu.

Nie mamy niestety czasu na zwiedzanie, gdyż z powodu obsuniętego głazu,potem  śnieżycy nasz powrót do Arizony znacznie się wydłużył -siostry muszą wracać do pracy. To tylko ja jestem na wakacjach.

Parę zdjęć udało mi się zrobić przez szybę samochodu.

 

Mimo, że czas nas nagli wysiadamy na chwilę z samochodu, aby zwiedzić Bazylikę św Franciszka z Asyżu.

W środku miła niespodzianka. Zakonnica usłyszawszy, że jesteśmy z Polski z wielkim okrzykiem "A Poland ! Wojtyla " zaciąga nas tu:

W tym momencie czuję wzruszenie podobne do tego gdy oglądałam Paradę z Okazji 3 maja w Chicago.

Wzruszenie i dumę, że jestem z Polski, ba z Krakowa!

Jeszcze idziemy  poszukać jakiejś knajpki, aby szybko zjeść lunch. Ta mała osóbka w kolorowej czapce to Danka.

Santa Fe to urocze klimatyczne miasteczko.Jest w nim mnóstwo galerii takich jak ta:

Są też sympatyczne knajpki, w których lubią przesiadywać artyści, plastycy itd. Santa Fe swoim klimatem przypomina mi nasz Kazimierz nad Wisłą.

W jednej z takich knajpek jadłyśmy lunch. Usiadłyśmy przy stoliku, ja pod nosem coś burknęłam "zamówcie mi cokolwiek" i wybiegłam zrobić zdjęcia.

Wracam -koleżanek nie ma! Biegam po restauracji, zaglądam do różnych sal-nie ma! Odchodząc od stolika złapałam tylko aparat fotograficzny, komórkę zostawiłam. Wiem, że mamy mało czasu, więc zdenerwowana podchodzę do kelnera wyciągam trzy palce pokazuję na pusty stolik, potem jednym palcem w moim kierunku, a przy dwóch pozostałych  robię zrozpaczoną minę i rozkładam ręce.Kelner w mig zrozumiał "były trzy, jedna to ja, gdzie są dwie pozostałe?" i z uśmiechem zaprowadził mnie do koleżanek, które nie wiem dlaczego zmieniły stolik i zaszyły się w jakiejś malutkiej salce. Ale przynajmniej mam zdjęcie jak wyglądała ta urocza knajpka!

Santa  Fe to miejsce gdzie chętnie bym kiedyś wróciła.Miasto to ma ciekawą historię(jego początki sięgają XVII wieku ) dość silnie związaną z kulturą Indian Pueblo, ale aby wszystko pooglądać trzeba mieć więcej czasu.

Jednak nawet tak "na szybko" zdążyło mnie zauroczyć.

środa, 18 maja 2016
Powrót z Gór Skalistych do Arizony drogą okrężną przez ...Grenlandię.

8 marca jak pisałam spędziłyśmy we czwórkę świętując moje urodziny.Przy stole -smakołyki, z telewizora -piękne kreacje -gala wręczenia Oskarów.

Rano pakujemy się i wg planu mamy wrócić do Arizony.Daleko nie ujechałyśmy-policja zatrzymuje wszystkie samochody, każdemu wręcza mapki objazdu.Okazało się jakieś dwie godziny temu obsunął się ogromny głaz i zatarasował drogę. W czasie gdy się pakowałyśmy w tv coś mówili o głazie, który się właśnie obsunął, ale kto by na to zwrócił uwagę w ferworze pakowania!

Musimy więc zawrócić i jechać zupełnie inną trasą.

Przejeżdżamy przez  Leadville gdzie przez szybę samochodu robię zdjęcie muralu

Wstępujemy do klimatycznie urządzonego pubu  na lunch

"Trzy bliźniaczki "ruszają w dalszą drogę.

Pada śnieg,  jedziemy przez puste tereny...wokół tylko biało i nic  więcej. Któraś z nas zażartowała "jesteśmy na Grenlandii". Po chwili przestaje być śmiesznie. Mijamy stojący w polu samochód. Jest bardzo ślisko, wieje silny wiatr. Próbujemy dzwonić na pomoc drogową, aby przyjechali wyciągnąć auto. Trzy komórki, każda w innej sieci-żadna nie ma zasięgu! Po chwili następne auto w rowie, potem następne. Żartujemy, że jak wylądujemy w rowie  przed zamarznięciem będziemy się ratować tak, że jedna będzie wokół samochodu chodzić na nartach zjazdowych,  druga na biegowych , a trzecia w tym czasie będzie się owijać czym się da i odpoczywać w aucie. I tak rotacyjnie!

Jednak gdy auto zaczyna być spychane przez silny wiatr boczny i "tańczyć" na śliskiej drodze Ewa (kierowca) podejmuje błyskawiczną decyzję "zawracam!"

Szukamy jakiegoś przydrożnego hotelu. Ewa  zarządza:" nie bierzemy bagażu do pokoju, jedynie najpotrzebniejsze rzeczy do spania!". 

Nadal mam w oczach scenę gdy Danka z miną niewiniątka wkracza do pokoju ciągnąc za sobą walizkę. Ewa groźnie "miały być najpotrzebniejsze rzeczy, a ty wleczesz całą walizę!" Nie pamiętam co Danka odpowiedziała, bo w tym momencie wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, który był odreagowaniem stresu. Bo  jednak perspektywa utkwienia na całą noc w rowie na takim pustkowiu nie była ani przyjemna ani bezpieczna.

Na drugi dzień jedziemy do Santa Fe. 

poniedziałek, 09 maja 2016
W uzupełnieniu do ostatniego wpisu

Znalazły się zdjęcia, których nie mogłam odszukać dziś w nocy.

Poniżej -trzy koleżanki( z jednej klasy SP NR 12) oddają się hazardowi  w kasynie w Las Vegas .

 

A teraz w moim łóżku w pokoju hotelowym.

Na nartach w Górach Skalistych

Czas w którym  ja szalałam w Las Vegas Ewa wykorzystała na przeprowadzkę z jednego apartamentu do innego (przypominam Ewa wtedy mieszkała w Chicago, ale pracowała w Arizonie i tam mieszkała w wynajmowanych apartamentach).

Jak już się przeprowadziła wsiadła w samochód i przyjechała do Las Vegas. Nie mogłam znaleźć zdjęcia ze spotkania dwóch Ew i Marysi -koleżanek z jednej klasy SP. Gdzieś jest...jak znajdę -pokażę. Te zdjęcia mam w różnych miejscach , różnych plikach, przecież jak rozdawali  systematyczność  i zamiłowanie do porządku byłam jak to się mówi "za górką". Dlatego wpisy te rodzą się w bólach.

W czasie mojego pobytu w 2008 roku w USA byliśmy na nartach w Górach Skalistych -Ewa z mężem i ja. W 2010 roku postanowiliśmy znów zrobić sobie małe wakacje na nartach , ale w innym trochę składzie. Przyjechała jeszcze Danka (siostra Ewy) i jej córka Małgosia.

Powyżej "trzy bliźniaczki" na nartach w Beaver Creek. Poniżej -dwie Ewy i Małgosia.

Teraz będzie moje ulubione zdjęcie. Wygląda jak zwykła byle jaka górka, ale jestem tu prawie na samym szczycie Copper Mountain (3792 m n.p.m.)

 Na sam szczyt dojeżdża  już tylko tzw "wyrwiłapka".W 1972 roku na zboczach tej góry otworzono ośrodek narciarski (125 tras narciarskich obsługiwanych przez 22 wyciągi)

W czasie odpoczynku od nart można posłuchać koncertu.

i pocałować jelenia

Po tygodniu w planie było obchodzenie moich urodzin w Wielkim Kanionie Kolorado.

Okazało się jednak , że pogoda się załamała i w Kanionie napadało zbyt dużo śniegu, aby móc tam bezpiecznie dojechać i aby trzy starsze panie 

mogły zrobić sobie tam wycieczkę. Dla odmiany poszłyśmy więc na narty biegowe na pole golfowe w Vail.

 

Jak ktoś interesuje się narciarstwem kojarzy pewnie nazwę Vail w Kolorado, gdyż tu w roku 1989,1999 i 2015 odbywały się mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim.  

 

Skoro był to dzień moich urodzin (8 marca) koleżanki zrobiły mi niespodziankę. W czasie kiedy ja korzystałam z komputera (przy recepcji) przygotowały przyjęcie na moją cześć. Ogromne było moje zaskoczenie gdy przyszłam do pokoju i zastałam taki stół i koleżanki elegancko ubrane.

 Tym urodzinowym selfie zakończę ten wpis(bo to ja odbijam się w lustrze) Na następny dzień ruszamy w drogę .

Zanim dotrzemy z powrotem do Arizony na przeszkodzie stanie nam głaz, śnieżyca ...

 

sobota, 07 maja 2016
Zapora Hoovera

Warto było pozwiedzać kasyna, odczuć dreszczyk emocji w czasie gry , ale kolejny dzień wolałam poświęcić na zobaczenie słynnej zapory, która znajduje się zaledwie 48 km od LV .Historia jej budowy w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego jest bardzo ciekawa, zachęcam do poszukania w Internecie informacji na ten temat.

Ja ograniczę się do pokazania paru moich zdjęć.


 Zapora Hoovera ( Hoover Dam) –to betonowa zapora wodna zbudowana w Czarnym Kanionie na rzece Kolorado .

Została nazwana imieniem Herberta Hoovera, który odegrał kluczową rolę w jej powstaniu, początkowo jako sekretarz handlu, następnie jako prezydent USA

Zapora znajduje się na granicy stanów Arizona i Nevada.Są tam dwa zegary -jeden pokazuje czas Nevady, drugi -Arizony (różnica -godzina -pisałam już o tym przy okazji lotu samolotem)

Zegary są identyczne, więc zamiast zdjęcia drugiego zegara pokażę Wam zdjęcie z Marysią pod znakiem Arizony.

Zapora Hoovera nie tylko spiętrza wodę i dostarcza prąd, ale jest również skutecznym zabezpieczeniem przeciwpowodziowym i zbiornikiem, gromadzącym wodę na czas suszy.Wtedy gdy ja tam byłam prowadząca przez zaporę droga stanowiła połączenie drogowe między Nevadą i Arizoną.

Przejeżdżało tamtędy codziennie mnóstwo samochodów, które trudno było dokładnie skontrolować. Terrorysta samobójca wysadzający zaporę i zalewający "Miasto grzechu" to było coś czego się obawiano. Dlatego też kilkaset metrów od zapory zaczęto budować nowy most  Hoover Dam Bypass

Teraz jest już skończony. Jednak ja się cieszę, że byłam tam w ciekawym momencie -mogłam zrobić zdjęcia w czasie jak go budowano.

Zresztą teraz już  trudniej wejść na samą zaporę, są jakieś tam chyba ograniczenia ze względów bezpieczeństwa antyterrorystycznego. Ja mogłam sobie bezkarnie głaskać "nóżkę"

 

A nawet trochę się powygłupiać.

 

 Teraz wiem , że to jest tablica upamiętniająca pamięć tych co zginęli w czasie budowy zapory, więc powinnam była zachować większą powagę. Wtedy tego nie wiedziałam.

 

 

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Archiwum
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl